Czego nauczyli mnie Hiszpanie czyli jak wspominam Erasmus

Gdyby rok temu powiedziano mi, że w przeciągu następnych dwunastu miesięcy kilkukrotnie udam się za granicę, poznam kilkadziesiąt osób z innych państw oraz że będę zachęcać innych do uczestniczenia w projektach Erasmus+, pogratulowałabym wtedy tej osobie bujnej wyobraźni. Dziś z pewnością przyznałabym jej rację, a wytwory mojej wyobraźni traktowałabym jako realne plany.

Moja przygoda z wymianami międzynarodowymi zaczęła się od ogromnego przypadku, który prawdopodobnie zmienił całe moje dotychczasowe życie. Osoba pierwotnie przewidziana do wyjazdu, wybrała integracyjną wycieczkę szkolną. Miałam dosłownie kilka dni, by zdecydować, czy pojadę pierwszy raz za granicę i to aż na 10 dni. Moja pierwsza reakcja? Oczywiście stanowcze nie! Przecież opuszczę pierwsze dni w nowej szkole, narobię sobie zaległości, a poza tym ja nic nie wiem o wymianach międzynarodowych, nigdy w żadnej nie uczestniczyłam. Mój wyjazd już stał pod znakiem zapytania, gdy w końcu zadałam sobie najważniejsze pytanie, od którego wszystko się zaczęło – co mi szkodzi? Bilans zysków i strat zdecydował, że jednak jadę.

Wtedy też zapoznałam się z faktami, które, mam wrażenie, powinnam była znać już dużo wcześniej. Erasmus+ to program Unii Europejskiej, który skupia się na kształceniu i szkoleniu młodzieży oraz sporcie. Jego najbardziej rozpowszechnione formy to Wolontariat Europejski i wymiany młodzieżowe. Szacuje się, że łącznie w latach 2014-2020 skorzysta z niego ponad 4 miliony osób, a budżet wynosi 14,7 mld euro. Mnie i z pewnością wielu innych młodych ludzi najbardziej dotyczy kwestia wymian międzynarodowych. Ich temat nie ma tak dużego znaczenia, gdyż największy nacisk kładzie się na ogólną edukację młodzieży. Uczestnicy powinni być w wieku od 13 do 30 lat, a czas ich spotkania nie może przekraczać 21 dni. Oczywiście zazwyczaj spotyka się kilka narodowości, lecz do spełnienia wymogów wystarczą dwa państwa, w tym co najmniej jedno z nich musi być członkiem Unii Europejskiej. Ten zapis często znajduje swoje zastosowanie, ponieważ na projektach spotykałam osoby z Macedonii czy Turcji. Ale po kolei…

Wspomnienia z projektu Erasmus+ zaliczam do jednych z lepszych, jakie mam. Temat spotkania był bardzo ciekawy – „Frames of Mind”, czyli 8 typów inteligencji ludzkiej. Zakładał on, że IQ jest tylko jednym z wielu jej wskaźników. W ciągu 10 dni poznawaliśmy inne jej aspekty – np. inteligencja przyrodnicza, fizyczna, artystyczna czy językowa. Test, który podsumowywał nasz pobyt tam wskazał, że najlepiej radzę sobie w tej ostatniej kategorii, a najgorzej, niestety, w inteligencji matematycznej, logicznej. Jego wynik był dla mnie ciekawym materiałem do analizy. Mam w planach wykonanie go jeszcze raz i zobaczyć, jak wiele się od tamtego czasu zmieniło.

Już w tym roku, razem z innymi uczniami Unii udałam się do Kraju Basków (regionu północnej Hiszpanii), by tam rozmawiać o problemie przemocy wśród młodych ludzi w Europie. Zajęcia, mimo poważnego tematu wspominam bardo dobrze, gdyż wypełniały je zabawa i aktywnie spędzony czas. Mimo początkowego niepokoju, znalazłam się w grupie tanecznej. Musiałam pokonać blisko 2,5 tys. kilometrów, by przekonać się, że jeśli chcę, to potrafię odnaleźć się i w takiej roli.

Myślę, że jeszcze ważniejszym aspektem niż nauka, są nowe znajomości. Łącznie, podczas obu projektów poznałam osoby z kilkunastu państw. Od tych sąsiednich – Litwy, Niemców czy Słowacji, aż do tych „egzotycznych” – wspomnianych już Turcji i Macedonii czy Rumunii. Co najważniejsze, z wieloma z nich utrzymuję stały kontakt. Niemal codziennie piszę z Maialen, Hiszpanką z San Sebastian, planuję odwiedzić Heli i jej przyjaciół w Finlandii, a w wakacje spotkałam się z Estonką Dianą. Tym, co wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać jest to, że mimo kilometrów, które nas dzielą, mamy podobne zainteresowania, a także lęki, obawy. Kontakt z osobami z innych krajów jest też dla mnie okazją do poznawania nowych kultur. Dzięki silnie rozwiniętym portalom społecznościowym możemy na bieżąco wymieniać się spostrzeżeniami odnośnie muzyki, sportu czy nawet jedzenia. Takie okoliczności zmuszają też do szlifowania języka angielskiego. Jestem przekonana, że używanie go non-stop jest najlepszą formą nauki. A poza tym, w czasie rekrutacji jego znajomość nie stoi na pierwszy miejscu.

Tym, co bardzo cenię w projektach Erasmus+ jest również zdobywanie doświadczenia. Podczas wymian mogą trafić się różne warunki mieszkaniowe – raz jest to szkoła, gdzie rolę drzwi pełnią prześcieradła w ścianach, a posiłki spożywa się w stołówce, a innym razem w sypialniach stoją masywne, wręcz zabytkowe łóżka, w łazience jest wanna, a je się wytrawne dania w pobliskiej restauracji. Takie projekty to również pole do samorozwoju i kształtowania odwagi. Nie ma znaczenia, czy członkowie twojej grupy to czternastolatkowie czy nawet pięćdziesięciolatkowie – musisz się z nimi dogadać. Ja, dzięki wymianom międzynarodowym spełniłam jedno z moich dziecięcych marzeń – leciałam samolotem!

Myślę, że nikogo nie muszę już przekonywać, że to wspaniała zabawa. I mam tu na myśli wszystkie czynności, włączając jedzenie obrzydliwej kałamarnicy prosto z oceanu.

PDF 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Do gory

Copyright © Uni(i)Wersal 2017